środa, 27 marca 2013

Piątek na budowie

Poszliśmy, bo "wypadało". Bo niby jak można by nie iść.
Nie mieliśmy mimo wszystko wielkich oczekiwań. Widok znany, wizytówka miasta, więc wiedzieliśmy co zobaczymy.


niedziela, 17 marca 2013

Skojarzenia

Z Barceloną póki co najbardziej kojarzy nam się... poniższe zdjęcie, zrobione parę miesięcy temu w Rangunie ;)



Za tydzień się to zmieni! :)

wtorek, 12 marca 2013

Wiedeń od kuchni

...czyli męczący weekend na własne życzenie i najbardziej ignorancki powód pójścia do opery

Ostatnio narzekaliśmy trochę, że jeszcze w tym roku nigdzie nie byliśmy...
Na szczęście niedługo to trwało :)
Kalendarz powoli się wypełnia. Na początek dzięki sympatycznemu nieznajomemu wybraliśmy się na chwilę do Wiednia.


Wiedeń... piękne pałace, bal w operze, Schonbrunn, kolekcje wspaniałego malarstwa - to wszystko kojarzy się z tym miastem. Tym razem jednak - nawiązując do sformułowania naszego przyjaciela - wybraliśmy się do Wiednia "inwestować w siebie" - i potraktowaliśmy wycieczkę jako remedium na kulinarną tęsknotę za... Azją ;-)
Nie wiem czy Sobieski przewraca się w grobie, ale turecko-azjatyckie akcenty widoczne są w Wiedniu na każdym kroku. Najbardziej chyba w okolicy naszego ulubionego Naschmarktu, który dla nas osobiście jest prawdopodobnie jednym z najciekawszych stałych targów "żywieniowych". Czego tam nie ma... Poza oczywiście tradycyjnym sznyclem wiedeńskim, knajpki z różnego rodzaju sushi czy owocami morza, przeróżne sery, antypasty, przekąski. Dania indyjskie, wietnamskie i chińskie. Warzywa, wina, przyprawy. Hummus na wszelkie możliwe sposoby oraz dostępne w każdej budce falafle... Długo by wymieniać.


Do tego tradycyjne budki z kiełbaskami, mijane praktycznie na każdej ulicy...


Na pamiątkę wyjazdu przywieźliśmy ginger powder, garan masalę, pasty curry do dań tajskich oraz indyjski palak paneer.

A co z operą? No tak, ostatecznie nie poszliśmy. Zapowiadany na wieczór deszcz się opóźnił... ;)