czwartek, 14 lutego 2013

Ludzie listy piszą...?

Coraz rzadziej pisze się tradycyjne listy... Już chyba prędzej zdarza się wysłać kartkę z podróży... Zawsze to można się pochwalić gdzie się było ;-)
No więc teraz okazja do lansowania się przednia! :)
Mianowicie: ruszyła akcja "Marzycielska Poczta z Podróży", zorganizowana przez Polskie Blogi Podróżnicze. Gdziekolwiek jesteś, kup kartę, wypisz - i wyślij na któryś z adresów, jakie znajdziesz na stronie Marzycielska Poczta. To przecież niewiele. Wraz z kartą wyślesz chorym dzieciakom zastrzyk pozytywnej energii.

...list też możesz wysłać ;-)


Skoro mowa o poczcie, przypomniały nam się od razu dwie wakacyjne historie pocztowe.
Pierwsza działa się w małej poczcie na Andamanach. O tutaj:



Tradycyjnie, chcieliśmy wysłać kilka kartek. Mamy ich 9, ale dla równego rachunku prosimy o 10 znaczków do Europy, tę ostatnią wyślemy kiedyś później. Cena 1 sztuki - ponoć 15 rupii. Hmmm, ostatnio było 12, ale cóż, może podrożało. A może z Andamanów drożej, bo i droga dalsza...
Pan urzędnik z namaszczeniem zaczyna naklejać znaczki... Co z tego, jak się nie mieszczą... Po chwili zastanowienia znajduje na to sposób: zostają w znacznej części odgięte na drugą stronę i zakrywają widokówkę. A gdy nie nie wystarcza zagiąć wzdłuż, można przecież na zakładkę! :) Piękne plaże Andamanów zostają ozdobione czubkiem głowy Pana ze znaczka... Jak się potem okazuje, w żaden sposób nie przeszkadza to w dostarczeniu ich na miejsce. No i wygląda dość oryginalnie.

Koniec naklejania, pozostało zapłacić i zabrać nadprogramowy znaczek. Kolejne minuty mijają na liczeniu widokówek i próbie wytłumaczenia, że jeden jeszcze mamy dostać, że kartek jest tylko dziewięć. OK, w końcu się udało. Teraz tylko zapłacić. Tylko dlaczego On szuka długopisu...? Zagadka wyjaśnia się, gdy znajduje także kawałek kartki. Pisemnego mnożenia 10*15 dawno (o ile w ogóle) nie widzieliśmy... :)
...w Kalkucie okazuje się, że znaczki do Europy nadal kosztują 12 rupii. Po prostu Pan dysponował tylko 5-rupiowymi, a nie chciał nas odprawić z niczym.

Druga poczta mieści się w birmańskim Ngwe Saung. Może to jednak nasza wina, przecież zawsze można bez problemu wysłać kartki z Delhi czy Yangonu. Tylko jakoś zawsze nam łatwiej (?) zająć się nimi podczas chwili na plażowanie.
Ta poczta też była bardzo lokalna:



Już nawet nie zaskoczyło nas zaginanie znaczków na drugą stronę widokówki. Tym razem Pani urzędniczka działała sprawnie, choć z równym namaszczeniem. Nakleiła wszystkie znaczki, dokładnie opieczętowała, wszystko poprawnie i fachowo.
...tylko dlaczego kartki wysłane w połowie listopada póki co nie dotarły do adresatów? Jeszcze jednak nie tracimy nadziei, że w końcu dojdą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz