środa, 20 lutego 2013

Birmańscy mnisi

Na początku - jak to bywa ze wszystkim, czego nie mamy na co dzień, każdy z nich jest zauważany i wydaje się być niezwykły w swych szafranowych szatach. Zdziwienie budzą mnisi grający w piłkę, jadący na rowerze czy choćby biegnący po wzgórzu.


Ale nie każdy z nich jest "pełnoprawnym" mnichem. Można nim bowiem zostać dopiero, kończąc 21 lat.  Do klasztoru jednak - czy to na chwilę, czy na dłużej - wstępuje prawie każdy Birmańczyk, niezależnie czy potem będzie mnichem, czy członkiem rządzącej junty. Spotkać tam można także mnóstwo dzieci - dla tych najbiedniejszych to jedyna szansa na naukę. A dzięki temu - Birma ma ponoć najniższy współczynnik analfabetyzmu w całej Azji. Sprytne :)


Dzień mnicha zaczyna się wcześnie rano. Bardzo wcześnie. Około godziny piątej już wyruszają ze swoich klasztorów, zbierając dary od okolicznych mieszkańców. Co dla nas początkowo było zaskakujące - nie dziękują. To darczyńca jest wdzięczny, że mógł coś podarować. Dobre uczynki to ważna sprawa w buddyzmie. Mnisi pomagają ludziom je spełniać :)

Po powrocie do klasztoru przygotowywany jest wspólny posiłek. Trzeba się spieszyć, trzeba zdążyć przed dwunastą! Po południu mnisi nic już nie jedzą, pozostaje tylko woda po picia.
Ten wspólny posiłek bywa bardzo "widowiskowy". Co prawda widok mnichów już nieco spowszedniał, jednak nie każdego dnia mamy okazję zobaczyć naraz kilka setek mnichów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz