piątek, 14 grudnia 2012

"Już nigdy nie będzie takiego lata"

Świat pędzi do przodu. A przynajmniej pewna jego część...



Zaledwie parę dni temu pisaliśmy, że w Birmie na nic nie zda się karta płatnicza, a telefony co najwyżej mogą pełnić rolę budzika. Tymczasem "wiatr zmian", którego powiew poczuliśmy osobiście, okazał się początkiem wichury...
Parę dni po powrocie do Polski dowiadujemy się, że na lotnisku w Yangonie już pojawiają się reklamy pierwszych bankomatów, obsługujących "europejskie" karty. Dziś przychodzi nowa wiadomość - w Birmie działa ponoć roaming!
Można pomyśleć - cóż w tym dziwnego, możliwość używania telefonu komórkowego czy wypłat z bankomatów to przecież podstawowe czynności, nad którymi nikt specjalnie się nie rozwodzi. Jednak w kraju, gdzie jeszcze niedawno wiele terenów było całkowicie niedostępnych dla przybyszów z zewnątrz, internet nie działał lub znaczna część stron była zablokowana, a jedyną opcją wymiany pieniędzy była transakcja u "cinkciarzy" na ulicy, takie zmiany, dokonujące się w zasadzie z dnia na dzień, mogą zaskakiwać.
Gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu, czytaliśmy relacje sprzed 2-3 lat, tak różne od tego, co zastaliśmy na miejscu i co czytamy teraz, że niejednokrotnie chciało się zapytać piszących: "a dinozaury pamiętacie?" Ba! Nawet informacje sprzed pół roku okazywały się nieaktualne, a podawane ceny wzrastały nieraz dwukrotnie.


Choć nie planowaliśmy w najbliższym czasie kolejnej wizyty w Birmie, już nas korci, żeby zobaczyć jak bardzo kraj zmieni się w najbliższych miesiącach, a zmiany te poczuć na własnej skórze.

wtorek, 11 grudnia 2012

w stronę zachodzącego słońca...

Nasze tegoroczne wakacje obfitowały w szereg możliwości uwiecznienia tego jednego z najczęściej fotografowanych widoków. Ze wzgórza, wśród starych świątyń, nad jeziorem, morzem czy na rzece... Do wyboru, do koloru. Niektóre całkiem niezłe :)

I choć sami nazywamy je "kiczowatymi landszafcikami", gdy taki widok kolejny raz pojawia się na horyzoncie, chwytamy za aparaty :)









wtorek, 4 grudnia 2012

"Wind of change..."

No i wróciliśmy.


Autobus z Bagan do Kalaw. Na wielkim telewizorze lecą właśnie teledyski - nie tylko birmańskich - przebojów. Akurat słychać Scorpionsów...

Birmę planowaliśmy od dawna. Wiele osób mówiło, żeby się spieszyć, że kraj bardzo szybko się zmienia. Mamy jednak wrażenie, że w niektóre miejsca "nie zdążyliśmy"...
Owszem, nadal można zapomnieć o telefonie komórkowym, bo nie ma roamingu, o karcie płatniczej - bo nie ma czytników ani bankomatów. Jednak co jest dostrzegalne na każdym kroku, to coraz większe grupy turystów. Tych, którzy przyjechali, żeby "jeszcze zdążyć" przed całkowitym otwarciem się kraju na turystykę, jak i takich, którzy - pewnie z uwagi na to otwarcie - wykupili zorganizowaną wycieczkę w miejsce, gdzie jeszcze niedawno nie mogliby pojechać.

Są jednak miejsca, gdzie kraj nadal żyje własnym życiem, jakby nie zauważając mijającego czasu. Rybacy na jeziorze Inle nadal wiosłują nogami, łowiąc ryby w charakterystyczne sieci. Nadal zdecydowaną część kraju stanowią pola uprawne, a na nich wozy zaprzężone w woły. I nadal tysiące majestatycznych świątyń pokrywa - nie takie już ciche - tereny Baganu...