piątek, 20 marca 2015

Kerala w czerni i bieli



Jednym z ostatnich punktów naszej zeszłorocznej podróży po Kerali było Kovalam. Miejsce to kojarzyło nam się wcześniej głównie z szeroką, piękną plażą i spokojną, nieco senną atmosferą... Niestety, obecnie ta popularna niegdyś  wśród backpackersów i hipisów miejscowość powoli przeistacza się w coś na kształt kurortu, ściągającego podróżujących z biurami podróży bogatych turystów z Europy, w znacznej mierze seniorów.

Na szczęście odkryliśmy miejsce, gdzie turystów nie było widać, gdzie po prostu toczyło się normalne życie. Miejsce tym była leżąca nieopodal rybacka wioska Vizhinjam, w której zafascynował nas obywający się co rano targ rybny.

wtorek, 30 lipca 2013

Muzyczne oblicze Essaoiry

Muzyka Gnawa. To ona tym razem była pretekstem, by kolejny raz odwiedzić Maroko. Centrum Gnawy jest nasza ulubiona Essaouira, gdzie co roku od piętnastu już lat pod koniec czerwca organizowany jest wielki Festiwal Gnawa (obecnie już z dopiskiem „i Muzyki Świata”). Planowaliśmy wizytę w tym okresie już od dłuższego czasu, w końcu jednak się udało. Jakże inna była wtedy Essaouira niż ta senna i leniwa, którą znamy już z terminów poza-festiwalowych…

Gnawa to esencja całej muzyki afrykańskiej, łączy bowiem w sobie tradycję arabską – tę wywodząca się z nurtu sufi – oraz pierwiastki czarnej Afryki, przeniesione na północ przez niewolników z południa. Często przywoływane są skojarzenia gnawy z rdzennym bluesem z Delty, bowiem nie tyle muzyka, ale również sam nastrój i stan duszy potęguje te skojarzenia.

Oprócz prezentacji rodzimych stylów gnawy (różne szkoły i podejścia np.: marrakeschi) i ich fuzji z innymi stylami muzycznymi, na festiwal zapraszane są także światowe gwiazdy jazzu i muzyki świata. Tegoroczną edycję uświetniły m.in. występy Richarda Bony, Omara Sosa, Yousefa N’Doura oraz oczywiście marokańskich mistrzów (Maalem) jak np. Hamida El Kasri, czy Mahmouda Guinea.
Sam festiwal to prawdziwa eksplozja barw i dźwięków. Warto także dodać, że oprócz imprez biletowanych, znaczna część koncertów odbywa się na otwartych scenach, a wstęp na nie jest zupełnie za darmo :)

czwartek, 4 lipca 2013

Magiczny Mogador

Essaouira potrafi oczarować – i to nie tylko muzyką, choć głównie z jej powodu tym razem tam zawitaliśmy. Miasto przyciąga przyjezdnych, wabiąc wyjątkową artystyczno-chilloutową atmosferą, oferując spokój i ciszę po zgiełku i chaosie Marrakeszu.
O niepowtarzalnym uroku tego miejsca przekonać się mogli m.in. Orson Welles i Jimi Hendrix; mówi się nawet - choć to nieprawda - że hendrixowe „Castles Made Of Sand” powstało z inspiracji tym miastem.
Urok Essaouiry to wąskie uliczki medyny czy pobliski zawsze wietrzny port, gdzie można kupić ryby i owoce morza niemalże prosto z kutra rybackiego. Jednak to także, a może nawet przede wszystkim, różne detale – szum fal oceanu rozbijających się o mury mediny, samotni Berberowie w charakterystycznych płaszczach z kapturami „a’la jedi”, zamyśleni, wpatrujący się w ocean czy w końcu rybacy oprawiający złowione ryby przy wtórujących im chmarach głodnych mew.
Byłem tam już po raz trzeci i po raz trzeci tęsknię po wyjeździe…


















środa, 3 kwietnia 2013

Pakowanie

Nie cierpię pakowania! :( Co nie znaczy, że nie umiem. Z czasem nawet dochodzę do coraz większej wprawy, ale do polubienia jeszcze daleka droga. Znacznie bardziej nie lubię jednak "nie-wyjeżdżania", więc co jakiś czas biorę plecak i myślę co do niego wrzucić...



Paradoksalnie, im dłuższa podróż, tym mniej problemów. Skoro i tak nie można wziąć ze sobą całego dobytku, skoro i tak trzeba co kilka dni robić pranie, to znacznie lepiej robić to częściej niż rzadziej - a dzięki temu nosić mniej, w tym także nieświeżych ubrań czy bezużytecznych rzeczy.
3 komplety bielizny, chustka na głowę, kilka koszulek, dodatkowe spodnie, coś z długim rękawem, jakaś bluza czy cienka kurtka, klapki. Plus strój kąpielowy i cienka sukienka, jeśli w planach jest jakaś plaża. W zależności od pory roku, może się zdarzyć, że większość tego wraca do Polski "na mnie", a nie w plecaku. Dzięki temu jest w nim więcej miejsca na pamiątki z podróży :)
Wbrew pozorom, ubrania zajmują tylko nieznaczną część plecaka. Następna warstwa to leki - tych za to jest zdecydowanie więcej podczas dłuższych (a raczej dalszych) podróży. Jednak i ta część z czasem ewoluowała - przecież apteki są wszędzie, tabletki na gardło można dostać na każdym rogu, a np. indyjski odomos lepiej się nakłada, ma przyjemniejszy zapach i - co nie bez znaczenia - kosztuje tylko ułamek tego, co polecana powszechnie mugga.
Kolejny niezbędnik - kosmetyczka. Jednak czy na pewno musi być bardzo wypakowana? Najlepiej zabrać kilka małych kosmetyków na początek, a to, co będzie potrzebne, kupować na miejscu. Im dłużej później trzeba nosić plecak, tym łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie: czy poza mydłem, szamponem, pastą do zębów, dezodorantem i kremem "uniwersalnym" (do twarzy i ew. ciała) na pewno potrzebuję czegoś więcej? :) Każda z tych rzeczy waży znacznie więcej z każdym kolejnym dniem z plecakiem na plecach...
W tym momencie zajęte mam około pół plecaka. Zdawałoby się, że będzie lekki. Jednak dobrowolnie obciążam go kolejnymi kilogramami, wkładając sprzęt fotograficzny. Z niego nie zrezygnuję, więc tym dokładniej muszę zaplanować wcześniejsze "warstwy". Dociążam ładowarkami, jakąś książką na drogę.
Do tego scyzoryk (chyba, że podróżuję tylko z podręcznym bagażem), czołówka, mały igielnik, kilka metrów sznurka, kilka woreczków strunowych i parę cienkich reklamówek. Zapinam plecak. Mogę ruszać.